Permanentny kryzys
sierpień 10, 2006
Kolega zapytał dziś:
- Czy nie masz wrażenia, że bez względu na to, jak długo siedzisz po godzinach, i tak będziesz ze wszystkim co najmniej dwa tygodnie do tyłu?
Tak, mam. Śmieszą mnie deklaracje zarządu: “Jeszcze tylko ten kwartał i odetchniemy”. “Jak skończymy ten projekt, to później już z górki”. Prawda jest taka, że zawsze jest za dużo rzeczy do zrobienia i za mało czasu. Skończy się kwartał, przyjdzie następny. Skończy się projekt, a my dostaniemy następne szalone pomysły do realizacji… i to cztery jednocześnie.
Bardzo podoba mi się określenie, którego Drucker używa do opisania codzienności w korporacji – “permanentny kryzys”. Każdego dnia dostajemy nowe zadania, ponieważ ktoś czegoś potrzebuje, gdzieś się zawaliło, coś musi być na wczoraj, ktoś chce pogadać, bo ma problem, itd. Prowadzenie przedsiębiorstwa niemal z definicji oznacza stałe przezwyciężanie problemów.
Podoba mi się określenie – bo trafne – ale nie podoba mi się rzeczywistość. Permanentny kryzys to stały stres, który przeradza się we frustrację – “dlaczego ciągle daję ciała i jestem w tyle?” Permanentny kryzys powoduje, że koncentrujemy się na pojedynczych drzewach, nie wiedząc nawet, czy to jest właściwy las.
I teraz: albo zdajesz sobie sprawę, że ten kryzys to norma, że lepiej nie będzie i musisz się przyzwyczaić, albo toniesz. Albo… Możesz ustawić priorytety i zajmować się tylko rzeczami najważniejszymi (druga ćwiartka, o której pisze Covey), możesz delegować i w ogóle mądrze zarządzać swoim czasem. Do czasu, gdy przyjdzie kolejny sztorm, który zostawi ci na biurku stos materiałów i notatek oraz mnóstwo przeterminowanych maili w skrzynce odbiorczej ;)