szczerość, spójność…

wrzesień 16, 2008

…i inne pierdoły, tak bardzo zbędne w biznesie :/

Historia z zeszłego tygodnia: spotkanie przed spotkaniem, uzgadniamy plan gry, mamy zastrzeżenia do obu dostawców, ale przecież zależy nam na sukcesie projektu. Dlatego wejdziemy tam, tupniemy nóżką, zmobilizujemy firmę X i firmę Y, a potem wszystko wróci “on track”.

Wchodzimy na salę i już po pięciu minutach widać, że gramy zupełnie inny odcinek – najeżdżamy już tylko na Xów i nie reagujemy, kiedy jeden z Ygreków w kluczowym momencie stwierdza: Nie, nie może pan dokończyć zdania. W efekcie Xy wycofują się z projektu…

Antrakt. Wracamy do gabinetu na tyłach biura, zamykają się drzwi, spoglądamy po sobie i nagle wszyscy pytają: What the fuck?! Chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Ja – bo inny był plan; oni – ponieważ nie prześledzili prostego łańcucha przyczynowo-skutkowego. Robimy więc przegrupowanie. Teraz drugi dostawca będzie musiał wziąć na siebie cały ciężar projektu. Wciąż mamy do nich zastrzeżenia i trzeba je wyraźnie wyartykuować, a później zapytać, jak mają zamiar to dalej pociągnąć.

Wracamy na salę i znowu aktorzy grają po swojemu. Nikt nie pamięta o tym, że Ygreki też popełnili błędy (i to naprawdę sporo)…

OK, mogę być lekko tendencyjny, skoro Xy przyprowadziłem ja, a Ygreki to faworyci “the powers that be”, ale to i tak tylko kolejny gwóźdź do trumny.

Od dupy strony

wrzesień 3, 2008

Co z tego, że system będzie robił laskę, skoro użytkownikami są same kobiety?

Chyba wpiszę to sobie jako jeden z punktów “lessons learned” po zakończeniu projektu. Kolega dzisiaj bardzo ładnie podsumował podejście, które przy każdej okazji krytykuję. Bo co z tego, że się narobimy, co z tego, że porównamy system X z systemem Y, skoro nawet nie wiemy, po co robimy całe zamieszanie?

Może najpierw określmy, czy ma być taniej/szybciej/wygodniej, a później zastanawiajmy się, czy dane rozwiązanie spełnia wymagania? Skąd mamy wiedzieć, czy osiągneliśmy cel, skoro nie wiemy, dokąd zmierzaliśmy?